DLACZEGO ŻYWIENIE DOTYKA KAŻDEGO ASPEKTU NASZEGO ŻYCIA

 

Jedzenie jest wszędzie.

Jemy chwilę po tym, jak otworzymy oczy. Jemy w pracy, jemy w szkole. Jemy podczas spotkań rodzinnych, aby uczcić Święta. Jemy gdy jest nam smutno, gdy jesteśmy źli, gdy nam się nudzi. Jemy by zajeść stres. Jemy gdy jesteśmy głodni i gdy nie jesteśmy głodni. Jemy, bo nam smakuje i żeby poprawić sobie humor. Jemy, bo jedzą inni, albo dlatego, że nie wypada odmówić. Jemy, bo po prostu leży przed oczyma. Jemy i jemy.

Według Głównego Urzędu Statystycznego przeciętny Polak w ciągu 70 lat swojego życia zjada około 75 ton pożywienia. Brzmi nieźle, prawda? Ta liczba wydaje się nam abstrakcyjna, a jednak tak właśnie jest. To pokazuje, że nasz układ pokarmowy pracuje bezustannie, aby zapewnić prawidłowe funkcjonowanie całego organizmu. Jednak od tego, czy będzie on pracował prawidłowo, zależy jakość pożywienia, które spożywamy każdego dnia swojego życia, przez te 70 lat i więcej. Jakie to ma znaczenie?

Przeskanujmy zatem ludzki organizm.

Pewnie większość z nas słyszała o neuroprzekaźnikach– magicznych związkach nazywanych hormonami szczęścia, przyjemności, przywiązania, miłości… Do takich związków należą między innymi serotonina, dopamina, oksytocyna czy wazopresyna. Wraz z hormonami steroidowymi (m.in. kortyzol, testosteron, estrogeny, progesteron), te niesamowite substancje odgrywają kluczową rolę w odczuwaniu przez nas szczęścia, błogości, przyjemności, podniecenia, a także pragnienia oraz motywacji do zrobienia właściwie czegokolwiek. To dzięki nim:

  • wstajemy rano z łóżka, chodzimy do pracy, myślimy o przyszłości (dopamina, kortyzol)
  • nawiązujemy kontakty międzyludzkie, uprawiamy seks (dopamina, testosteron)
  • tworzymy trwałe relacje monogamiczne i płodzimy potomstwo (oksytocyna, wazopresyna, progesteron, estrogeny, serotonina),
  • śpimy (serotonina, kortyzol),
  • odczuwamy radość (serotonina, testosteron, a także endorfiny i endokannabinoidy, czyli mózgowe odpowiedniki morfiny i marihuany)
  • i wiele innych

Skoro opisane wyżej związki chemiczne wywierają wpływ na tak wiele codziennych zachowań w naszym życiu, łatwo domyślić się, że ich zaburzony metabolizm, a więc deficyty i nadmiary, niosą za sobą bardzo niebezpieczne konsekwencje. I tak oto, przykładowo:

  • Zaburzona gospodarka serotoniną może doprowadzać do zaburzeń depresyjnych, przewlekłego zmęczenia, apatii, zaburzeń apetytu, bezsenności czy zachowań agresywnych. 
  • Zbyt wysoki poziom kortyzolu może powodować trudności w zasypianiu i rozluźnieniu się, uczucie ciągłego niepokoju i podenerwowania, rozkojarzenie, łaknienie cukru, podwyższenie ciśnienia krwi, obniżoną płodność…
  • Natomiast zbyt niski jego poziom- zmęczenie i senność, częste spadki sił witalnych, obniżony nastrój bez powodu, osłabienie mięśni, obniżenie odporności…

Na temat problemów, jakie niesie za sobą nieprawidłowa gospodarka hormonami oraz neuroprzekaźnikami w naszym organizmie, można rozwodzić się godzinami.

Przecież miałam pisać o żywieniu! Skąd więc temat układu endokrynnego? Tutaj chciałabym się na chwilkę zatrzymać, aby zrobić ukłon w stronę biochemii, która w prosty sposób może nam to wytłumaczyć. Wbrew pozorom, chodź może tak się czasem wydaje, hormony nie są wcale magicznymi, niezależnymi od nas związkami. Układ hormonalny jest pod naszym ogromnym wpływem,  a mianowicie pod wpływem naszych:

  • nawyków,
  • zachowań żywieniowych,
  • radzenia sobie ze stresem,
  • rytmu dobowego i higieny snu,
  • aktywności w ciągu dnia,
  • ilości czasu spędzanego przez nas w naturze i przed emitującymi światło niebieskie ekranami komputerów, telewizorów czy telefonów.

Wpływają na niego również mniej oczywiste rzeczy, takie jak to,

  • w jakich opakowaniach kupujemy i przechowujemy żywność,
  • pestycydy i środki ochrony roślin, które spożywamy,
  • a nawet to, czym pokryta jest podłoga w naszym pokoju.

Biochemia pokazuje nam, że te magiczne związki nie biorą się znikąd. I tak oto serotonina, która jest również substratem do syntezy melatoniny pozwalającej nam zasnąć, pochodzi z tryptofanu. Tryptofan z kolei jest niczym innym jak aminokwasem egzogennym (jednym z wielu, które razem tworzą białka), a więc takim, którego nasz organizm nie wytwarza samodzielnie, a jest zmuszony pozyskiwać z zewnątrz. Skąd więc tryptofan jest pozyskiwany? Z tego co jemy! Tryptofan w większych ilościach znajdziemy w mleku, ziarnach sezamu i słonecznika, pestkach dyni, jajach, bananach, twardych serach, mięsie…

serotonina melatonina tryptofan hormony dietetyka psychologia synteza zdrowie żywienie zywienie
Herderich en Gutsche, 1997

 

Dopamina! Cząsteczka, która sprawia, że wychodzimy poza „tu i teraz”, że do czegoś dążymy i myślimy o przyszłości- co będzie za 10 lat, za godzinę i za kilka sekund. Dopamina powstaje w bardzo ciekawym szlaku metabolicznym, ponieważ w dalszym jego przebiegu powstaje również noradrenalina i adrenalina, które odgrywają decydującą rolę w odpowiedniej reakcji człowieka na sytuację zagrożenia. Cała przygoda rozpoczyna się dzięki fenyloalaninie, która również należy do aminokwasów egzogennych. Fenyloalaninę znajdziemy przede wszystkim w mięsie i innych produktach pochodzenia zwierzęcego, ale tak naprawdę znajduje się ona również w większości warzyw, nasion roślin strączkowych i produktów zbożowych.

 hormony fenyloalanina dopamina adrenalina noradrenalina zdrowie neuropsychologia neurobiologia zdrowie dietetyka
By LHcheM- Own work, CC BY-SA 3.0

                Nie możemy zapomnieć również o tak bardzo demonizowanym cholesterolu, który w rzeczywistości jest niesamowicie ważnym związkiem chemicznym, między innymi dlatego, że dzięki niemu powstać mogą tak ważne dla naszego funkcjonowania cząsteczki jak witamina D3 czy hormony płciowe (np. testosteron czy progesteron).

Jak widzisz, ogromna część związków, które regulują nasze zachowanie, samopoczucie i odczuwanie emocji, pochodzi z tego, co spożywamy każdego dnia. Układ hormonalny jednak nie jest jedynym systemem wpływającym na nasze funkcjonowanie.

               Przejdźmy więc do układu pokarmowego i naszych jelit, które coraz częściej nazywane są drugim mózgiem.  Czy wiesz, że w naszym ciele żyją biliony mikroorganizmów (bakterii, grzybów, wirusów, pasożytów), które powiększają nasz genom o miliony dodatkowych genów? Liczba komórek wszystkich tych organizmów przewyższa liczbę komórek naszego własnego ciała! Niektórzy naukowcy szacują, że może to być nawet dziesięciokrotnie większa ilość, choć badania na ten temat ciągle dają różne wyniki. Zidentyfikowane do tej pory około 10 tysięcy gatunków bakterii w naszych jelitach może ważyć nawet do 2 kg, a więc masa „bywalców” w naszym ciele przewyższa masę naszego mózgu!

                Królestwo mikroorganizmów w naszych jelitach wpływa dosłownie na każdy aspekt naszego funkcjonowania. Przede wszystkim jest to siedziba układu immunologicznego, który chroni nas przed wszelkiego rodzaju zagrożeniami poprzez rozpoznawanie i likwidowanie różnego rodzaju patogenów, komórek nowotworowych czy innych czynników chorobotwórczych. Ale uwaga, mikroorganizmy wchodzące w skład naszej flory bakteryjnej mogą być zarówno pożyteczne, jak i szkodliwe. Bakterie zaliczane do tych przyjaznych pomagają nam:

  • trawić pokarm,
  • syntetyzować witaminy,
  • redukować stany zapalne,
  • rozkładać toksyny,
  • chronić przed chorobami,
  • a także być źródłem tak ważnych neuroprzekaźników, o których mowa była powyżej, a propos układu hormonalnego (zdecydowana większość serotoniny- hormonu szczęścia- produkowana jest właśnie w błonie śluzowej jelit!).

Z tego też względu, te maleńkie organizmy, o których istnieniu często nie zdajemy sobie nawet sprawy, są w stanie wpływać na nasze zachowanie, nastrój i temperament! Czy to nie fascynujące?

                Pożyteczne bakterie jelitowe nie tylko nie pozwalają osiedlić się zarazkom i patogenom, ale również uczą białe krwinki rozpoznawać tych wrogów i walczyć z nimi. Dlatego jeśli „dobrych” bakterii jest dużo, są zdrowe i najedzone, to sprawnie pomagają w pracy komórkom układu odpornościowego. Jednak gdy jest ich mało, nie są w stanie poradzić sobie z tak wielką ilością atakujących nas „złych” mikroorganizmów, siłą rzeczy pozwalają im się zasiedlić i namnożyć we wnętrzu naszego ciała. One z kolei, w jelitach znajdując przyjemne schronienie, będąc karmione ich ulubioną pożywką- cukrem,  pełne sił wprowadzają ogromny chaos w pracy naszego układu immunologicznego, wywołują stany zapalne, które mogą mieć bardzo różne skutki.

                Okazuje się, że ludzie na całym świecie maja podobny skład szczepów bakterii, jednak rozwijają się one w zupełnie innych proporcjach. I tak oto, w zależności od tego, jaki typ bakterii przeważa w naszych jelitach, mamy różnego rodzaju predyspozycje i skłonności, np. do tycia, szybkości przemiany materii, a także depresji. Bardzo ciekawe badania na hodowanych w laboratoriach myszach pozbawionych mikrobioty wykazały, że zwierzęta te wykazywały bardzo dziwne dolegliwości neurologiczne i niepoprawnie reagowały na stres. Odkryto silną korelację pomiędzy zaburzeniami jelitowymi a zdrowiem psychicznym, przede wszystkim poważnymi przypadkami depresji. Te i inne badania wykazały istnienie osi mózgowo-jelitowej, czyli kanału, za pośrednictwem którego te dwa narządy się porozumiewają. Kto by się spodziewał, że wydawałoby się tak odrębne organy tak bardzo są ze sobą powiązane?

                I znowu, dlaczego o tym piszę? Oczywiście, jak możesz się domyślić, na stan flory jelitowej w naszym organizmie w znacznym stopniu wpływa pożywienie. I tak oto, ilość „dobrych” bakterii możemy powiększać dzięki żywności fermentowanej, a także bogatych w błonnik warzywach, owocach, pełnoziarnistych produktach zbożowych (błonnik zawarty w nich stanowi świetną pożywkę dla przyjaznych bakterii), a także probiotykach.

Jesteśmy bardzo różni i na pewno wielu osobom może wydawać się to bardzo dziwne, że tak wydawałoby się prozaiczna sprawa jak codzienny wybór produktów spożywczych w sklepie może wpływać na tak szerokie spektrum zjawisk w naszym ciele. A jednak tak właśnie jest, co mam zamiar w kolejnych postach rozwijać. I trąbić o tym gdzie tylko się da 😉

                Cieszę się, Czytelniku i Czytelniczko, że dotarliście aż tutaj! Ten post nie należał on do najkrótszych, jednak nie da się napisać w kilku zdaniach o tak złożonym temacie, mimo że się starałam! Jeżeli podobał Wam się wpis, będę ogromnie wdzięczna za jakiś znak. Również, jeżeli macie jakieś uwagi, jestem bardzo pozytywnie nastawiona na konstruktywną krytykę, do czego serdecznie zapraszam.

                W kolejnych postach będę rozwijać tematykę zdrowia, skupiając się nieco bardziej na psychologii (odżywiania i nie tylko), problemach ze zdrowiem hormonalnym kobiet (niestety temat bardzo mi bliski), a także obalaniu różnych dietetycznych mitów. Jeżeli interesuje Cię tematyka holistycznego podejścia do zdrowia, serdecznie zapraszam do śledzenia mnie na stronie na Facebooku oraz na Instagramie, gdzie będę informować o nowościach. Mam nadzieję, że do zobaczenia! 🙂

I pamiętaj, zdrowie jest w głowie!

Jeżeli też jesteś bardzo ciekawski, znasz angielski i chciałbyś zajrzeć do naukowych źródeł, polecam Ci:

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

%d bloggers like this: